DIAMENT, KTÓRY BŁYSZCZY. Cambridge Audio EVO150.
SPRZĘT DLA TYCH, KTÓRZY SŁUCHAJĄ MUZYKĘ.

Przygotował: Arkadiusz Baranowski

EVO150 FRONT.jpg

Cambridge Audio jest jedną z tych firm, których rozpoznawalność na rynku nie zawsze idzie w parze z popularnością. No, może poza małymi wyjątkami w przypadku modeli naprawdę fenomenalnych z punktu widzenia stosunku jakości i możliwości do proponowanej ceny. Takim sprzętem niewątpliwie wartym zauważenia była od zawsze oferta brytyjskiej marki, obejmująca streamery/odtwarzacze plików audio. Trudno było znaleźć swego czasu u konkurencji produkt tak przemyślany i uniwersalny, a do tego wpisujący się w oczekiwania każdego melomana czy audiofila. Cambridge Audio i ich model StreamMagic/CXN nie miał sobie równych przez bardzo długi czas, często więc te streamery były częścią nawet bardzo drogich zestawów audio. Konkurencja jednak nie śpi i praktycznie każda obecnie szanująca się marka posiada w swojej ofercie jakiś bardziej lub mniej zaawansowany „plikograj”, a nawet więcej – na rynku dosyć mocno zaznaczają swoją obecność firmy specjalizujące się w stricte tego typu urządzeniach. 

Zapewne wielu z czytających te słowa zapyta, co to wszystko ma wspólnego z testowanym obecnie urządzeniem marki Cambridge Audio? Otóż EVO150 jest połączeniem streamera/odtwarzacza plików audio ze wzmacniaczem pracującym w klasie „D”, czyli popularnie mówiąc – EVO150 jest urządzeniem All in One świata audio. Chciałoby się już na początku powiedzieć „znowu”, mając na uwadze, że dopiero co na rynku o swoich klientów walczyły, i nadal rozpychają się, takie modele, jak NAD M10, NAIM ze swoim Unity Atom czy fenomenalny i chyba najlepiej brzmiący z nich wszystkich, choć wydawałoby się, że od strony designu mniej atrakcyjny (brak kolorowego wyświetlacza), TDAI-1120 marki Lyngdorf. Jak nasze dotychczasowe testy pokazały – od strony brzmienia zdecydowanie liderem pozostawał zawsze Lyngdorf TDAI-1120 ze względu na zawartą w nim technologię RoomPerfect, która wynosiła ten niepozorny sprzęt ponad konkurencję.

Czy tym razem możemy spodziewać się identycznego wyniku? Różnica, tak w cenie, jak i w kwestii samych możliwości mocy (EVO150 to 150 watów), wskazuje jako faworyta sprzęt brytyjskiej marki, ale w świecie audio nic nie jest tak oczywiste i wszystko wychodzi zdecydowanie w samych testach.

 

Jaki jest więc ten EVO150? Czy to ewolucja godna zainteresowania większej ilości klientów czy próba pokazania się od całkowicie innej strony tej marki, gdzie sprzęt sięga garściami z pomysłów i technologii kompletnie innego świata?

Na te pytania oraz jak brzmi EVO150 i co wynika z konfrontacji z naszym dotychczasowym liderem – TDAI-1120 – postaram się odpowiedzieć poniżej.

Cambridge EVO150.jpg

Na początku wrócę do samego tytułu tego testu – słowo „diament” padło nie bez powodu. Wygląd nowego sprzętu audio CA prezentuje się (szczególnie na zdjęciach w sieci) fenomenalnie. Całość została osłonięta naprawdę przemyślaną obudową, do tego w dużym stopniu wyznaczającą pewne trendy konkurencji. Oprócz nowoczesnego wyglądu i niewielkich gabarytów, w których udało się zamontować bardzo czytelny wyświetlacz wysokiej rozdzielczości, firma z Wysp Brytyjskich dołożyła coś jeszcze: wymienne boczne panele, które diametralnie wpływają na wygląd testowanego sprzętu. Niby „tylko” dwa panele, a jakie zmiany w samym wyglądzie! Jeden z nich to imitacja drewna nawiązująca swym wyglądem do klasycznych rozwiązań w świecie audio z lat 70., drugi – bardziej nowoczesny w swej formie – oddawać ma ducha nowoczesności. Każdy więc może wybrać sobie dowolnie, a wymiana jest wyjątkowo prosta i nie wymaga użycia żadnych narzędzi – magnesy rozwiązują temat szybkiej zmiany paneli bocznych.

EVO150 od strony designu to sprzęt mający trafić w gusta jak najszerszego odbiorcy, dla którego najważniejszym elementem świata audio jest po pierwsze muzyka, a po drugie funkcjonalność. Front to minimalizm w najlepszej formie, kilka dyskretnych przycisków, wielofunkcyjne pokrętło, przepiękny wyświetlacz i gniazdo wejścia słuchawkowego.

Nie jest to pełnowymiarowy sprzęt audio: jego wymiary to 3/4 klasycznych produktów, jakie znajdziemy na półkach audiofili i melomanów. To też pokazuje, że firma CA ma zamiar mocno rozpychać się w kompletnie innym segmencie rynku, kierując swoją serię EVO do ciut innego odbiorcy.

Jednak niech wielkość (jak w przypadku konkurentów) nie zwiedzie nikogo – liczba przyłączy, jakie znajdziemy na tylnym panelu, oraz możliwości skorzystania z różnych źródeł potrafią zaspokoić nawet najbardziej wybrednych klientów. A komu świat cyfrowego audio nie wystarczy – ucieszy go widok wejścia pre gramofonowego dla wkładek MM. Obok wejścia coaxial czy optycznych (x2) z tyłu znajdziemy też wejścia HDMI eARC oraz USB Audio do podłączenia np. komputera jako źródła. Mamy też dwa wejścia analogowe (XLR i RCA) oraz jedno malutkie dla odtwarzacza CD. Ponadto dostajemy również: wyjścia PRE, port USB dla nośnika danych w postaci pendrive’a czy dysku oraz port LAN.

I można by uznać to za całkiem bogatą w możliwości liczbę gniazd, gdyby nie fakt, że najciekawsze kryje się i tak od strony streamingu (ale o tym później). To, co warte jest zauważenia, to podwójny terminal do podłączenia głośników, co w wielu przypadkach może okazać się naprawdę mocną stroną przy budowaniu zestawu opartego o np. dwa zestawy różnych brzmieniowo kolumn lub wyznaczeniu różnych głośników do konkretnych celów – np. jeden zestaw dla TV i radia internetowego, a drugi zestaw audiofilski dla źródeł muzyki bardziej ambitnej. Budowaniu takiego zestawienia sprzyja też jedno wyjście dla głośnika niskotonowego. Jest to pewien przykład możliwości, bo równie dobrze możemy wstawić jeden set głośników i włączyć na przednim panelu A+B, uzyskując tym samym swoisty „bi-amp”. Czy do końca się to sprawdza? O tym już w samym teście.

Jak widać po powyższym tekście - możliwości sporo, a i tak wszystko co najciekawsze znajdziemy w samej aplikacji.

EVO150 REMOTE.jpg

W komplecie dostajemy też świetnie wykonany pilot, który przypadnie do gustu nawet najbardziej wybrednym osobom. Aby jednak w pełni zarządzać naszym EVO150, każdy użytkownik ma możliwość pobrania dedykowanej aplikacji StreamMagic dostępnej na mobilne platformy: iOS oraz Android. Można też połączyć się bezpośrednio ze sprzętem poprzez przeglądarkę sieciową, jednak większość z Was będzie zawiedziona ubogością i okrojoną liczbą funkcji. Tutaj nie ma mowy o bogactwie ustawień, jakie znamy z TDAI-1120 marki Lyngdorf. Można wręcz napisać, że Lyngdorf oddaje w ręce użytkownika produkt stricte audiofilski, któremu przyświeca idea pełnej konfiguracji pod oczekiwania każdego słuchacza, od strony tak użytkowej, jak i brzmieniowej. Takich „cudów” niestety w przypadku EVO150 via przeglądarka internetowa nie doświadczymy. Prostota, a wręcz ubogość funkcji, w tym przypadku powoduje konieczność zadania pytania: „po co w ogóle istnieje taka możliwość łączenia się przez IP produktu?”. Ale na to pytanie nie znajdziemy zapewne żadnej odpowiedzi.

 

Czym innym jest za to aplikacja – jej mnogość funkcji oraz możliwości, jakie daje użytkownikowi, pokazują, że wszystkie nasze źródła audio zostaną obsłużone bez żadnych  problemów (czy na pewno?). Jest w tym bogactwie jednak pewien bałagan, do którego należy się przyzwyczaić. Stojący cały czas w kontrze (tańszy, ale bez wyświetlacza) produkt marki Lyngdorf w tym przypadku znów wyznacza wzór, jak powinna wyglądać aplikacja z taką liczbą ustawień. Niestety w przypadku EVO150 sama aplikacja, pomimo działania na zasadzie kafelków, wcale nie jest tak przejrzysta i przyjemna (przynajmniej na samym początku) w użytkowaniu, jakbyśmy sobie tego życzyli.

Jak wspomniałem kilka linijek wcześniej – bogata liczba funkcji ma być gwarancją bezproblemowego obsługiwania wszystkich naszych źródeł cyfrowych. Jak pokazał ponadtygodniowy test – nie jest to niestety prawdą. W naszym przypadku na początku pojawił się problem prawidłowego funkcjonowania protokołu AirPlay. Z naszego iPhone’a okładki wyświetlały się prawidłowo, natomiast wykorzystując ten sam protokół, ale za źródło stawiając Mac mini M1 z programem iTunes – potrzebny okazał się powrót do ustawień fabrycznych. Dopiero po tym „zabiegu” EVO150 zaczął poprawnie widzieć nasze okładki. Niestety, ale to nie jedyny problem w przypadku AirPlay’a. Po wybraniu albumu w iTunes z całego albumu odtwarzał się zawsze tylko pierwszy utwór, po czym EVO150 przechodził do trybu pauzy (wyświetlenie takiego komunikatu – „infografiki” na wyświetlaczu). Nie chcąc dalej męczyć tematu i resetować ponownie urządzenia, przeszliśmy do naszego ulubionego w redakcji programu Audirvana (najnowsza wersja dedykowana procesorom Apple SoC M1). I tutaj znów problemy natury programowej (takie mamy przypuszczenia – że to wina niedopracowania oprogramowania). Przy wybraniu transmisji UPnP nie działało poprawnie zmienianie utworów na kolejne w albumie. Sprzęt po takich operacjach przestał ze sobą prawidłowo współpracować, co naszym zdaniem jest nie do przyjęcia. Audirvana zawsze współpracowała bez problemu i bez względu na markę, także z produktami Cambridge Audio (streamer NQ). W tym przypadku jednak polegliśmy z kretesem. Inaczej sprawa miała się w przypadku skorzystania z portu USB Audio. Po wyborze w ustawieniach sygnału USB na 2.0 bogactwo współpracy z różnej jakości plikami pokazuje, że EVO150 spokojnie zaspokaja w tym przypadku oczekiwania każdego użytkownika. Pliki Hi-Res, bez względu na ich gęstość, nie stanowią żadnego problemu dla tego All in One.

Niestety za chwilę przyszedł kolejny „zawód” – port dla nośników USB widział tylko te sformatowane w NTFS, inne formaty nie uaktywniały nośnika jako widocznego zasobu danych z muzyką. I kiedy już uporaliśmy się z tym problemem, okazało się, że sprzęt nie widzi wszystkich zaszytych w plikach metadanych! Zapomnijcie więc o układach wyświetlanych na ekranie EVO150. Prawdopodobnie trzeba by było w każdy z folderów albumu dołożyć grafikę .jpg z dokładnie taką samą nazwą jak sam folder. Niestety z braku czasu poświęconego na same odsłuchy – odpuściliśmy to sobie i nie sprawdziliśmy tej możliwości. W naszym odczuciu w 2021 roku brak odczytywania pełnych metadanych zaszytych w samym pliku, w momencie kiedy producent dostarcza sprzęt z takim wyświetlaczem, uważamy za totalne nieporozumienie.

REAR EVO150.jpg

Czym innym jest za to korzystanie z takich źródeł, jak Spotify czy TIDAL. Tutaj nie można zarzucić nic w kwestii programowej czy sprzętowej – wszystko stabilnie, szybko oraz przyjemnie od strony samego ekranu i wyświetlanych na nim informacji. 

 

A jednak pojawił się jeszcze jeden zgrzyt – okazuje się, że sprzęt Cambridge’a bez aplikacji/telefonu jest po prostu „martwy”. Jeśli pewnego dnia przestanie działać Wam telefon lub po prostu nie będziecie mieli go pod ręką – funkcjonalność całego sprzętu pozostanie na bardzo ograniczonym poziomie. Jest to jeden z tych elementów, który odrzuci osoby szukające mniejszego przywiązania produktu do aplikacji lub innej, często niezależnej od sprzętu, platformy czy producenta. Za kilka lat może mieć miejsce sytuacja, w której firma CA nagle zrezygnuje ze wsparcia swojego programu np. w kolejnych edycjach iOS i… EVO150 pozostanie ładnym, ale bardzo ograniczonym od strony funkcjonalnej sprzętem. A można było pójść wzorem marki Lyngdorf i zaszyć wszystko w układzie sprzętu, do którego dostęp byłby możliwy dzięki przeglądarce internetowej. Szkoda.

 

Od strony wyglądu można by napisać, że jest to produkt wyjątkowy, ale od strony funkcjonalnej – sprzęt budzi niestety mieszane uczucia. Można z tym żyć, idąc na pewne kompromisy, ale czy w kwocie prawie 12 tysięcy złotych za produkt All in One nie powinniśmy oczekiwać czegoś więcej? To pytanie musi pozostać otwarte w przypadku każdego z klientów i każdy z nas musi odpowiedzieć sobie na nie sam.

 

A jak sprawa wygląda od strony brzmieniowej?

 

Tutaj Cambridge Audio zrobił chyba wszystko, co było możliwe do zrobienia, aby sprzęt cyfrowy nie brzmiał jak sprzęt „cyfrowy” (w uproszczeniu). Jednak prawda ma to do siebie, że nawet najbardziej ukryta zawsze wyjdzie na wierzch – wzmacniacze Hypex NCore Class D dla osób osłuchanych zawsze będą grały dokładnie tak, a nie inaczej. Z jednej strony będzie to świetna czytelność tonów wysokich, doskonała szybkość niskich wraz z jej pewną różnorodnością oraz średnica, której trudno zarzucić cokolwiek poza tym, że nie jest do końca w tym zestawieniu bliska naturalnej. Oczywiście wzmacniacze w klasie D z generacji na generację „grają” coraz lepiej, a konstruktorzy sprzętów w dużym stopniu przykładają wagę do tego, by stosowane w nich układy dawały wszystko to, co najlepsze. I jak widać na przykładzie EVO150 – w tym przypadku także zrobiono wszystko, co można było w tym zakresie zrobić. Nikt nie będzie zawiedziony dynamiką, masą, szybkością odpowiedzi czy kontrolą nawet wymagających głośników. Jednak wszystko sprowadzi się do detali w obrębie odpowiednich częstotliwości. Każdy osłuchany meloman dostrzeże potrzebę zastosowania kolumn cieplejszych, które dadzą pewną równowagę tonalną dla całości przekazu. Oczywiście wzmacniacz bez trudu ukazuje nam się z najlepszej możliwej strony w zakresie swobody, rozdzielczości czy pewnego nawet rozmachu, jak na takie „maleństwo”, ale osoby poszukujące cieplejszej strony muzycznych doznań skazane są na odpowiednio rozsądne dobieranie towarzyszących w zestawie kolumn.

 

Od strony wydajności możemy być spokojni – wielkość sprzętu nie odpowiada jego możliwościom w temacie współpracy z naprawdę dużymi głośnikami podłogowymi. W naszym teście wzmacniacz bez trudu radził sobie z dużymi podłogówkami, ukazując swoje zalety nawet w dużym pokoju odsłuchowym (powyżej 45 m2).

 

EVO150 świetnie poradził sobie z muzyką elektroniczną – Jean-Michel Jarre z najnowszym albumem Amazonia brzmiał fenomenalnie, wszystko było przekazywane z niesamowitą dokładnością (ale dalekie od sterylności wpływającej na dyskomfort w dłuższych czasowo odsłuchach). Wysokie i średnie tony w przypadku tego typu gatunków mogą ukazywać tylko mocne strony testowanego systemu All in One. Potwierdził to również odsłuch albumu „Mask” Vangelisa. Przechodząc do kolejnych gatunków, sięgnęliśmy po jazzowe kompozycje. Charlie Parker ubrany został w odpowiedni blask, co nie zawsze służyło całemu przekazowi. W tym przypadku mocną stroną była czytelność nagrania, ale w dłuższym kontakcie z muzyką Parkera zabrakło nam tej miękkości i cieplejszej barwy wybrzmień. Nie są to elementy wyraźnie stawiające ten wzmacniacz na przegranej względem innych tego typu konstrukcji. Wręcz przeciwnie – tego typu konstrukcje tak „po prostu” mają. Wielu osobom takie podejście do brzmienia będzie dawało sporą dawkę przyjemności, jednak dalekie jest to od naturalności brzmień instrumentów. Pink Floyd w albumie The Division Bell znów został zaprezentowany z naciskiem na wyższą średnicę oraz górę. Przy tym niskie, dosyć mocno zaznaczane i potrafiące zejść naprawdę nisko, były na tyle bogate w różnorodność, by nie pozbawiać słuchacza komfortu odbioru muzyki, ale też dalekie od wglądu w rzeczywiste aspekty nagrania. 

 

Wniosek jest jeden – Cambridge Audio oddaje sprzęt zgodny z tym, co napisane jest na samym pudełku – solidnie chroniąc w trakcie transportu pięknie wyglądające EVO150. Jest to sprzęt odpowiedni dla ludzi słuchających muzyki, jednak nie dla tych wszystkich, którzy doszukują się w muzyce i nagraniach prawdziwości barw instrumentów, naturalnej wielkości oraz naturalności wokali. To nie Lyngdorf TDAI-1120, który potrafi być żywy i prawdziwy jak instrument dzięki RoomPerfect. EVO150 to sprzęt szyty na miarę XXI wieku, mający spore możliwości brzmieniowe ukierunkowane na przyjemność słuchania muzyki w codziennych czynnościach, który ma wyglądać wyjątkowo, przyciągając wzrok każdego z gości naszego domu. Nie każdy chce być melomanem czy audiofilem, nie każdy szuka sprzętu uszytego na miarę jego oczekiwań i nie każdy ma ambicje, aby All i One oddawał ducha prawdziwych doznań muzycznych sprzętu z wyższej półki. Takie rzeczy dostaniemy u konkurenta – dzięki ogromnym pokładom korekcji akustyki oraz ustawień praktycznie każdego aspektu brzmienia „pod siebie”.

 

Coraz częściej ludzie uświadamiają sobie, jak mają mało czasu, by mieć możliwość delektowania się muzyką w każdym aspekcie, mieć realny wgląd, ale też wpływ na to, jak słuchamy i czego słuchamy, oddając się naszej pasji. Są wokół nas osoby, dla których muzyka „ma brzmieć” i dawać przyjemność – bo taka jest jej natura. EVO150 spełnia tego typu oczekiwania z nawiązką, zgodnie z zapowiedzią z samego opakowania: „dla ludzi, którzy słuchają muzyki”. I to naprawdę może się podobać!

 

A reszta z bardziej ambitnym podejściem do tematu wybierze tańszy, może mniej designerski i bez wyświetlacza, produkt konkurencji, ale za to dający ogromne możliwości od strony dopasowania pod indywidualne oczekiwania melomanów.

 

Jedna z osób biorąca udział w teście trafnie zauważyła, że EVO150 i TDAI-1120 łączy tylko jedno – są urządzeniami All in One, ale o kompletnie innym przeznaczeniu i dla kompletnie innego odbiorcy. Bardziej świadomy klient, stawiający na rozwijanie swojego hobby, wybierze ten drugi produkt. EVO150 trafi do ludzi słuchających muzyki „z czystej przyjemności”.

 

Mamy tylko nadzieję na poprawę sprzętu od strony programowej i usunięcie problemów, tak z wyświetlaniem metadanych czy współpracą z różnymi formatami dysków, jak i usunięciem „problemu” z protokołem UPnP przy współpracy z takimi programami jak Audirvana+.

Sprzęt współtowarzyszący do testów:

- odtwarzacz CD: Lyngdorf CD-2

- okablowanie marki: TCI Cables

- kolumny głośnikowe: Monitor Audio silver 300, Davis Acoustic Krypton 6, Focal Aria 926

- źródło PC: Mac mini m1 + Audirvana Plus (okablowanie Chord Shawline USB)

- Lyngdorf TDAI-1120 All in One 

 

Dystrybutor marki Cambridge Audio na Polskę: https://www.audiocenter.pl

Dane techniczne CA EVO150:

  • MOC WYJŚCIOWA: 150 W przy 8 Ohm

  • WZMOCNIENIE: Hypex Ncore® klasy D

  • DAC: ESS Sabre ES9018K2M

  • PASMO PRZENOSZENIA: 20 Hz - 20 kHz +0/-3dB

  • ANALOGOWE WEJŚCIA AUDIO: 1 x RCA, 1 x zbalansowane XLR, 1 x przedwzmacniacz gramofonowy MM

  • CYFROWE WEJŚCIA AUDIO: 2 x optyczne TOSLINK, 1 x koaksjalne S/PDIF, 1 x TV ARC

  • WEJŚCIE AUDIO USB: USB typu B zgodne z USB Audio Class 1 lub USB Audio Class 2 (do wyboru przez użytkownika)

  • BLUETOOTH: 4.2 A2DP / AVRCP z obsługą kodeków SBC, aptX i aptX HD

  • ZGODNOŚĆ: Optyczny TOSLINK: 16/24bit 32-96kHz PCM tylko S/PDIF koncentryczny: 16/24-bitowy 32-192kHz tylko PCM USB Audio Class 1: do 24-bitów 96kHz (asynchroniczne) USB Audio Class 2: do 32-bit 384kHz (asynchroniczny) i do DSD 256 Bluetooth: 4.2 A2DP / AVRCP obsługujący do aptX HD (24 bit 48 kHz) UPnP, lokalne nośniki USB, Airplay 2, wbudowany Chromecast, radio internetowe, Spotify Connect, TIDAL, Qobuz, Roon Ready.

  • FORMATY AUDIO: ALAC, WAV, FLAC, AIFF, DSD (x256), WMA, MP3, AAC, HE AAC AAC +, OGG Vorbis

  • WYJŚCIA: Głośniki A+B, słuchawki 3,5 mm, wyjście przedwzmacniacza, wyjście subwoofera, Bluetooth: 4.2 A2DP / AVRCP obsługujący do aptX HD

  • ETHERNET: IEEE 802.3, 10 Base-T lub 100 Base-T

  • WI-FI: Dwuzakresowy 2,4 / 5 GHz

  • MAKSYMALNE ZUŻYCIE ENERGII: 700 W

  • POBÓR MOCY W TRYBIE CZUWANIA: <0,5 W

  • WYMIARY (WXSXG): 305 x 305 x 90 mm

  • WAGA: 5,3 kg 

W trackie testów słuchaliśmy także następujących utworów: