CAMBRIDGE WKRACZA NA GŁĘBOKIE WODY HIGH-END'U.

EDGE A - POKAZ KUNSZTU WYKONANIA I BRZMIENIA.

przygotował: Arkadiusz Baranowski

Świat do odważnych należy i jest to zdanie w pełni zasadne w przypadku działań inżynierów firmy Cambridge. Przez wiele lat (ba, wiele dekad) "okupowania" pozycji Hi-Fi w świecie audio wraz z jubileuszem nadszedł ten czas, by pokazać światu "potrafimy znacznie więcej!".

50 lat istnienia firmy to już nie byle co, tak naprawdę firma w takim okresie nabiera już nie tylko pewnego zrozumienia oczekiwań klientów, rozeznania rynku czy jest świadoma swojego potencjału. To już ten czas, po którym bagaż ogromnego doświadczenia i ugruntowana pozycji zdają się przemawiać za rozsądnym podejściem do nazwijmy to "umownie" - pewnych ekstrawagancji. Nie zawsze usilne udowadnianie "możemy więcej" jest właściwym kierunkiem i co pokazuje życie - nie zawsze przyjmuje się to ze zrozumieniem. Ale bądźmy też uczciwi - świętowanie 50 lat ma swoje prawa i wiele rzeczy należy po prostu wybaczyć, a nawet zaakceptować. 

W przypadku Brytyjczyków takim wybuchem ekstrawagancji i udowodnienia światu "zrobimy więcej, niż moglibyście przypuszczać" było wejście z okazji celebracji pół wieku istnienia w świat High End'u świata audio. I ktoś może w tym momencie. zacząć kontestować i protestować... ale zaraz, zaraz - kto z nas 20 czy 30 lat temu postawiłby na auto Skody w segmencie premium? A wybaczcie ciężko cokolwiek odmówić modelowi SUPERB klasy, dobrego smaku wykonania, doskonałych osiągów oraz stosowania najlepszych technologii Premium? Jak najbardziej! Ale nie o motoryzacji mowa, a o świecie audio - wróćmy więc do firmy Cambridge i jej przepięknego, wręcz fenomenalnego dzieła - wzmacniacza zintegrowanego EDGE A.

Serię EDGE miałem okazję recenzować na łamach innego portalu, ale temat dotyczył  "dzielonki" tej firmy w postaci końcówki mocy (EDGE W) oraz streamera z funkcjami przedwzmacniacza (EDGE NQ). Sporo czasu minęło i dla celów prywatnych (ale także testowych) ściągnąłem do siebie wzmacniacz zintegrowany z tej serii, który na dodatek posiada DAC'a o parametrach wybiegających poza dzisiejsze oczekiwania nawet bardzo zaawansowanego audiofila czy melomana. Wzmacniacz ten służył mi dzielnie przez kilka miesięcy i zdążył pokazać swoje wszystkie najlepsze strony i cechy brzmienia oraz najsłabsze. Przy okazji pokazał przez ten cały czas czego brakuje mu do absolutnego "top'u" High-Endu, czego moglibyśmy jeszcze chcieć (takie nasze małe marzenia), a czego nie musiało po prostu być (bez szkody dla samego urządzenia i komfortu nas samych).

Te ostatnie kilka zdań pokazuje, że poniższy tekst nie jest klasycznym testem "na potrzeby chwili", a ukazaniem z perspektywy czasu czym może zaskoczyć i czym zaskakuje użytkownika EDGE A, czy High-End w wykonaniu firmy Cambridge jest tym prawdziwym zbliżeniem nas do absolutu świata audiofilskiego raju, czy może sztuczną próbą udowodnienia "też możemy"... ale z miernym skutkiem.

Seria EDGE to pewien hołd oddany człowiekowi, dzięki któremu nazwa "Cambridge Audio" dziś jest rozpoznawalna przez tysiące melomanów na całym świecie. Gordon Edge to taki Wozniak Apple we wczesnych latach tej komputerowej firmy, obydwu panów łączą ponadprzeciętne zdolności w łączeniu materii z myślą tak, by całość stała się fizyczną i namacalną elektroniką użytkową. Pan Edge odpowiada za pierwszy projekt - wzmacniacz, który przyniósł mu rozgłos w świecie audio i ugruntował pozycję marki już na samym starcie. Czy seria EDGE też będzie tym kamieniem milowym High End'u świata audio? Postaram się odpowiedzieć na to i zapewne kilka innych Waszych pytań w tekście poniżej. Zapraszam.

Budowa wzmacniacza nawet jak na warunki absolutnego topu świata audio wykracza ponad przeciętność. Daleko ponad przeciętność. Osoba odpowiedzialna za design serii EDGE powinna szybko zostać przeniesiona do pracy nad pozostałymi seriami tej marki. Wypakowując ze sporej wielkości pudła sprzęt opakowany jak milion Dolarów (kilka różnych warstw zabezpieczeń) już od pierwszych chwil robi wrażenie nie tylko spora masą (prawie 25 kg!), ale designem. A ten łączy najlepsze z możliwych obecnie cech projektowania przedmiotów codziennego użytku. Minimalizm formy przeplata się z kreską odpowiadającą za nakreślenie najlepszych cech urządzenia. Patrząc na EDGE A mamy świadomość, że wzmacniacz ten cechuje pewność siebie, nowoczesność w każdym calu oraz  nieprzebrane możliwości energetyczne. Wszystko to ma nas przekonywać do tego urządzenia i napszę wprost - to działa. Sprzęt z myślą o prawdziwym facecie, który nie boi się wyrażać swojej indywidualności w każdy możliwy sposób - także w swojej odsłuchiwanej ulubionej muzyce ale i sprzęcie jaki do tego mu służy. Jest w tym całym designie świetna równowaga, mamy nad wyraz dużo czystej formy, szlachetność i niezakłócony niczym spokój - ale zaraz obok nakreślone i oddzielone wyraźną "kreską" elementy wskazujące na twardość, wręcz nieustępliwość męskiego świata. EDGE A ma być "pewniakiem" w każdym calu i tak też wygląda:

Nie tylko samego wzmacniacza wygląd ma codziennie w sposób umiejętny pokazywać nam swoje najlepsze cechy. Obcowanie z serią EDGE od najmniejszych szczegółów czy detali ma być wyjątkowe. Dlatego tak wyjątkowy jest sam pilot, który wykonany jest z tego samego aluminium, co obudowa naszego wzmacniacza. Jest też minimalistyczny w swej formie, ale jego waga i jakość wykonania wskazuje na poważnego "partnera" do zarządzania naszym sprzętem. 

Tył wzmacniacza przynosi zaskoczenie, bardzo duże i pozytywne zaskoczenie. I napiszę tylko tyle: "to trzeba zobaczyć". Panowie z Cambridge chwalili się wszem i wobec "żadnych oszczędności". Napisze to, co każdy w tym momencie pomyśli: "każdy to mówi". Szanowni Państwo to trzeba zobaczyć, tak jest - tył EDGE'a należy zobaczyć na własne oczy, by dotarło do Was jak bardzo te zapowiedzi były prawdziwe w każdym aspekcie. Tył epatuje bogactwem łączy i najwyższą jakością ich wykonania, to jest najprawdziwszy top w tym przedziale cenowym, to jest szczyt tego wszystkiego, czego możemy oczekiwać od inżynierów w temacie "jakość ponad wszystko". I kiedy ciesząc się jak dzieci, że wreszcie zostaliśmy potraktowani poważnie, wreszcie kupując sprzęt najwyższej jakości - on jest najwyższej jakości... poczujemy się rozczarowani. Jak się okazuje nawet najlepsze dzieła potrafią mieć skazy czy wady psujące całość. Zapytam z sercem pełnym żalu i wręcz z pretensją "kto jest odpowiedzialny za umiejscowienie gniazda zasilania zaraz pod terminalem kabli głośnika?!". Korzystając z konfekcji opartej na bananach w przypadku okablowania "Bi" zapomnijcie o swobodzie korzystania z nich nawet wtedy, jak je lubicie/kochacie i nie zamierzacie ich zmieniać! Tylko single lub nasze "Bi" ale oprawione w widełki. Mam też świadomość faktu, że tego typu wzmacniacz podłączamy do kolumn za pośrednictwem kabli wysokiej klasy, gdzie często cała konfekcja oparta jest o możliwość odkręcenia/zmiany wtyków. Tyle tylko, że można było tego uniknąć i nie zmuszać użytkownika do sięgania po kolejne pieniądze na widełki czy rezygnację z posiadanego okablowania w przypadku stałego wykończenia przewodu. A jeśli kabel został wykończony fabrycznie bez możliwości szybkiej zamiany rodzaju wtyków... tym bardziej mamy dylemat. No cóż czasem w najlepszym posiłku trafi się mały włos psujący wszystko.

Po przebrnięciu tematu podpinania nowego dziecka do naszego systemu zaczynamy szukać jego najlepsze cechy i najgorsze. Te pierwsze przychodzą od pierwszego momentu i są niezaprzeczalnym atutem tego wzmacniacza. Jest nim poza powyżej opisanym wykonaniem - brzmienie. A te jest odpowiednio masywne w niskich zakresach, odpowiednio nakreślane na całej scenie, doskonale przy tym różnicowane. Zaczynam (jak na siebie) wyjątkowo od dolnych zakresów, bo jest w tej całej masie przekazu pełna kultura i delikatność ale okraszona wcale nie małą dozą pewności wybrzmienia. Zerkam jeszcze raz na dane techniczne... 100 W/8 Ω, a znam wzmacniacze o papierowym wyższym potencjale mocy, które nie są w stanie zaprezentować takiego zejścia z absolutną czystością przekazu reszty pasm. Pomimo tego całego dociążenia, masy i różnorodności otrzymujemy fenomenalną spójność z resztą pasm. Wartym odnotowania w przypadku niskich jest zdolność wzmacniacza do umiejętnego pobudzania i w tempo wygaszania wszystkich wybrzmień niskich tonów (nie tylko z pierwszego planu). Nie ma przy tym mowy o brutalności czy nadmiernej nadpobudliwości, cała ta podstawa "siły" oparta jest o kulturę wypowiedzi. Taki "siłacz w garniturze, poukładany z dyplomem dobrego uniwersytetu". Zasługą zapewne tego jest klasa samego wzmacniacza (jego wzmacniaczy). Wzmacniacz Cambridge'a pracuje bowiem w klasie A/AB, która rozwijana jest od lat pod swoją nazwą i aplikowana w coraz to nowe produkty tej marki. Tylko z korzyścią dla samego sprzętu (czyt. nas samych).

EDGE A to nie tylko niski zakres pełen obfitości ale z dżentelmeńskim umiarem. To także (a może w głównej mierze) doskonały środek w pełni oddający oczekiwania względem ludzkiego głosu. Na przestrzeni kilku miesięcy i podpinaniu absolutnie wielu kolumn do tego wzmacniacza (z 40 różnych na pewno), jedną z cech rzucająca się od początku w nasze uszy było bardzo naturalne, bliskie najlepszych wzmacniaczy nawet droższej konkurenci prowadzenie wokali. I nie ma znaczenia czy odsłuchiwany materiał muzyczny obejmował charakterystyczny ton Andrew Eldritch'a z The Sisters Of Mercy czy przekonywujący bezpośredniością wokal Tracey Thorn. Ba, wokal prezentowany z zakresu średnio-wysokich także raczył nas w niebywały sposób przez te kilka miesięcy posiadania EDGE'a. Kate Bush umilała nie jeden wieczór bez żadnych "ale" w temacie formy, wielkości czy barwy.

Górne zakresy EDGE'a w dużej mierze będą zależały od aplikacji z konkretnymi głośnikami. O ile z niskimi czy średnicą EDGE A w praktyczne większej części oferowanych obecnie na rynku głośników sprawdzi się bardzo dobrze, o tyle górny zakres można subiektywnie pod siebie kształtować w zależności od samych głośników na jakie się zdecydujemy. Rzecz oczywista ten wzmacniacz ma spory potencjał wysokich tonów i w niektórych przypadkach może dawać nam poczucie absolutu na pograniczu grania bliskiego skrajami (wstęga), ale podchodząc do tego z rozsądkiem i zestawiając ten wzmacniacz z jedwabną kopułką dostaniemy zrównoważony przekaz, gdzie góra dotrzymuje całości kroku, budując przy tym spektakl pełen smaczków i bogactwa zarejestrowanych w materiale muzycznym górnych zakresów. Nie bez powodu przywołałem przed chwilą Kate Bush, jej utwór "Breathing" powodował nieodparte wrażenie istnienia w pokoju odsłuchowym żywych instrumentów, dopełniających całość. Kto słuchał tego utworu Kate na wysokiej klasy systemach, wie o czym piszę. 

Źródłami w przypadku EDGE'a mogą być: streamer i odtwarzacz płyt, a nadal nie wypełnią możliwości wszystkich gniazd wejściowych dla źródeł cyfrowych. Układ DAC w tym wzmacniaczu jest prawdopodobnie tożsamy z tym stosowanym w NQ. USB po podłączeniu np. komputera przyjmie sygnał sdo 32 bitów, 384 kHz PCM, a także DSD do DSD256! Wejście toslink to 16/24 bity, 32-96 kHz. Mamy też Audio Return Channel (ARC) oraz analogowe zbalansowane i niezbalansowane. Na koniec zostawiłem sobie "szpetną wisienkę na torcie". 

Wiem, że Bluetooth nawet 4.1 (Smart/BLE) A2DP/AVRC, obsługujący formaty do aptX HD jest słabym pomysłem w każdym systemie wysokiej klasy audio. Słyszałem w "akcji" ten protokół zaaplikowany w różnych systemach i zawsze "po prostu był". W tym konkretnym przypadku po prostu należy przyjąć za oczywiste - Bluetooth nie istnieje w świadomości prawdziwego melomana. Jest to najsłabsze ogniwo całego wzmacniacza i gdyby go po prostu nie było - też byłoby OK. Jakiekolwiek źródło "siny ząb" ciął znacznie z tego, co było w samym materiale muzycznym. Sucho, bez całej otoczki i tej czytelności jaka jest niewątpliwym atutem tego wzmacniacza. A jest to jego mocną stroną, prezentacja na kilku planach, szerokość sceny i stereofonia. Bluetooth odjął to wszystko i poczułem się jak w systemie za... 1/45 ceny ( a może i mniej!) 

EDGE nie jest tanim wzmacniaczem i takim też nie powinien być. Zarzucicie mi zapewne "ale to tylko Cambridge", a ja Wam odpiszę "to jest ten poziom wykonania i jakość brzmienia, że uczciwie - taniej być nie może". Wiele bardziej znanych i rozpoznawalnych marek w tym pułapie cenowym nie oferują takiego poziomu wykonania swoich wzmacniaczy, brzmieniowo wcale nie wykraczając ponad to, czego doświadczamy w przypadku najwyższej i prawdziwie High End'owej serii brytyjskich inżynierów. 

Wzmacniacz po wielu długich godzinach odsłuchów, poznawaniu jego uroku i czaru, zestawianiu z nim wielu różnych kolumn głośnikowych i monitorów podstawkowych pozostawił pozytywne wrażenie. Więcej niż pozytywne w wymiarze całości sprzętu. Dwa zasadnicze zarzuty dotyczą jedynie rozmieszczenia gniazda zasilania oraz aplikacji Bluetooth (taka trochę na siłę nowa moda w świecie sprzętu High End). 

Niestety ale BT nawet z aptX nie jest właściwym sposobem do przesyłania muzyki dla osób szukających wierności przekazu z jednoczesną jakością uzyskiwanego brzmienia. Rozumiem ideę "wszystko-mającego" systemu... ale może zamiast tego (tutaj sfera marzeń) prosty dongle WiFi i port USB do przesyłania sygnału Hi-Res z naszych telefonów/tabletów/komputerów? Coś na wzór kolejnego punktu odbioru sygnału audio w sieci multiroom? Rozmarzyłem się i pomyślałem ile jeszcze przed nami pomysłów i nowych generacji sprzętów naprawdę dobrych i zrobionych z głową.

 

Cambridge wchodząc serią EDGE w do tej pory "nie swoje buty" pokazał, że nie ma powodu do wstydu i to on potrafi zawstydzić wielu innych konkurentów. Jeśli tylko w swym rozważaniu potrafcie przyjąć, że jakaś marka do tej pory bazująca na najpopularniejszym segmencie Hi-Fi ma potencjał i mozliwości, by zrobić kolejny krok w świat prawdziwych "twardzieli" - EDGE musi trafić do Was na odsłuchy. Bez "ale" stawiajcie go wraz z wysokiej klasy głośnikami towarzyszącymi, w pewnym momencie nasza integra napędzała kolumny 3 krotnie droższe niż ona sama, zaskakując świetną synergią brzmienia, dynamiką, detalicznością i przestrzenią.

 

Da się? Da się! High-End nie jest "zaspawany" po wsze czasy dla wybrańców, "królowie" innych segmentów mogą spokojnie wejść na wyższy poziom i całkiem nieźle poprzestawiać na szachownicy układ sił. Wszystko zależy od nas samych, wybieramy naszym portfelem ale i sercem - EDGE A to pewniak wszędzie tam, gdzie nie boimy się stereotypów i głosów opartych o zasłyszane/niesprawdzone zabobony sprzed kilku dekad. Po prostu sprzęt zrobiony z sercem i głową, jeśli bardzo dobrze brzmi - znajdzie się w rękach właściwych ludzi i będzie ceniony na równi "ze starymi wyjadaczami" danego segmentu.

Do testów sprzęt dostarczyła firma AUDIO-MIX z Krakowa. Dziękujemy!

https://www.audiomix.eu

https://www.audiomix.eu/wzmacniacze/465-cambridge-audio-edge-a.html

Specyfikacja techniczna:
- Ciągła moc wyjściowa 100 w rms na 8 omów; 200 w rms na 4 omy
- Thd (bez ważenia) <0,002% 1 khz przy mocy znamionowej (8 omów); <0,02% 20 Hz - 20 kHz przy mocy znamionowej (8 omów)
- Pasmo przenoszenia <3hz -> 80khz +/- 1db
- Współczynnik S/N (pełna moc) > 103 db
- Crosstalk @ 1khz <-100db
- Czułość wejściowa a1-a2 (niezbalansowane) 380ms rms
- Impedancja wejściowa Wejście a3 (zbalansowane) 47 kΩ; wejście a1-a2 (niezbalansowane) 47k om
- Wejścia: koncentryczny S/Pdif, toslink, usb audio, niesymetryczny, bluetooth, kanał zwrotny audio 
- Wyjścia: Głośniki, przedwzmacniacz, słuchawki (zalecana impedancja od 12 do 600 omów)
- Wejście audio USB: Usb audio class 2.0 obsługuje do 32-bitowego 384 khz pcm lub do dsd256
- Bluetooth 4.1 a2dp / avrcp obsługujące formaty do aptx hd
- Wejście Toslink 16/24 bitów, 32-96 kHz
- Wejście Coax s/pdif 16/24 bitów, 32-192 khz
- Maksymalne zużycie energii 1000W
- Pobór mocy w trybie czuwania <0,5W
- Wymiary 150 x 460 x 405 mm (5,9 x 18,1 x 15,9 ")
- Waga 24,4 kg 

Nasze odsłuchy oparliśmy także o następujący materiał muzyczny: