WIELOBARWNE OBRAZY MUZYKĄ PISANE.
KEF R11 PODBIJA SERCA MELOMANÓW.

Przygotował: Arkadiusz Baranowski

Na samym początku powinienem napisać "słuchajcie muzyki, nie czytajcie w internecie recenzji o sprzęcie audio". Rzecz jasna zdanie to nader przewrotne, ale ukazujące moja myśl w momencie zasiadania przed ekranem swojego komputera. 

Skąd w ogóle ta myśl? Z jednego podstawowego powodu - nie mogłem oderwać się od testowanych R11, które czarowały mnie i ekscytowały swoimi możliwościami tym bardziej, im bardziej wyszukany repertuar. Mógłbym napisać w skrócie "istne szaleństwo" i na tym skończyć swoją recenzję, pytanie tylko zasadnicze - co w takim razie Nasi Czytelnicy dowiedzieliby się w temacie R11'tek.

Dlatego zainteresowanych wrażeniami z odsłuchów zapraszam do poniższego tekstu.

Cała seria R11 została praktycznie od podstaw przebudowana i zmieniona w każdym możliwym obszarze odpowiadającym za jakość uzyskiwanego brzmienia. Firma KEF od początku prezentacji nowej generacji nie ukrywała faktu, że prace nad całą serią obejmowały dopracowanie ponad tysiąca elementów, a każdy z nich w mniejszym lub większym stopniu odpowiada za poprawę całego przekazu muzycznego. 

Konstrukcje Brytyjskiej marki nie od dziś znane są z niesamowitej szczegółowości, dokładności oraz świetnej dynamiki. Do tego mają nietuzinkowy wygląd i (co nie mniej ważne) są solidnie wykonane. Tak, każdy czytający te słowa powie "każda firma produkująca kolumny głośnikowe też ma to, albo to... albo to wszystko". Niby tak, ale diabeł tkwi w szczegółach, a to właśnie KEF dzięki swojemu UniQ potrafi być tak punktowy, szczegółowy i dokładny w prezentowanym brzmieniu. Sam Uni-Q nie jest w stanie czarować i wydobywać tak fenomenalne brzmienie z wybranego materiału muzycznego. Do tego potrzebuje niskotonowego głośnika (jak test wykazał - najlepiej aż cztery).

R11 są najwyższym modelem z całej rodziny "erek", co w efekcie powoduje jednocześnie to, że są to całkiem spore kolumny podłogowe. 130 cm wysokości już robi wrażenie, jednak smukła sylwetka obudowy powoduje, że optycznie cieżko zarzucić kolumnie cokolwiek w temacie prezencji czy designu. Najnowsza generacja tej serii została jak widać przemyślana pod kontem wyglądu i powinna odnajdywać się właściwie w każdym średniej wielkości lub większym pokoju odsłuchowym. Nie bez znaczenia jest jakość wykonania - to już poziom godny High End'u i tutaj ciężko cokolwiek zarzucić firmie KEF. Z tyłu obudowy mamy porty bas-refleks co przy sporej głębokości (40 cm) może utrudnić właściwe ustawienie względem ściany. Warto więc przeanalizować pozycję kolumn w naszym pokoju i poeksperymentować z ustawieniem oraz (w przypadku konieczności) posiłkować się dołożonymi do zestawu zatyczkami z gąbki. 

Wracając jeszcze na moment do samego tyłu - podwójne wysokiej klasy terminale oraz system Link firmy KEF (alternatywa dla wszelkiej maści zworek) - wszystko "po staremu".

Przód to klasyka tej marki - centralnym elementem jest Uni-Q czyli koncentryczny przetwornik wysoko-średniotonowy. Wspominaliśmy już przy okazji innego testu - jest to już 12 generacja i (co wynika z samego testu) najbardziej wpadająca w ucho (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Każdy, kto choć raz w życiu miał okazje przypatrzeć się Uni-Q wie, że są tam dwa fizyczne przetworniki: 25mm aluminiowa kopułka umieszczona w centrum i głośnik średniotonowy 125 mm. Cały głośnik został osadzony w specjalnie wyprofilowanym kołnierzu. Powyżej ale i poniżej umieszczono po dwa niskotonowe głośniki o średnicy 165 mm.

Znawcy tematu odnajdą w tym ustawieniu pewien rodzaj  układu d'Appolito i słusznie. W ogromnej mierze najważniejsza jest 

spójność czasowa źródła, w tym przypadku (przy tak wysokiej konstrukcji) istotna z perspektywy jakości otrzymanego brzmienia. 16.5 cm niskotonowy może nie robi wrażenia, ale ich ilośc już tak. I nie chodzi tutaj o wrażenie optyczne, a o wrażenia i doznania muzyczne w trakcie odsłuchów.

Kolumny według producenta mają impedancję 8Ω, ale nie do końca. Wykresy wyraźnie wskazują na spadek do 3,2Ω, co powinno zapalić nam w naszych głowach co najmniej żółte światło ostrzegawcze - dobór wzmacniacza jest w tym przypadku bardzo istotny pod względem możliwości współpracy z niską impedancją. Zasadniczo każdy z obecnie dostępnych wzmacniaczy o odpowiedniej mocy poradzi sobie z tymi głośnikami, ale w niektórych przypadkach warto mieć na względzie podane wartości.

Kolorystyka (powyżej na zdjęciu) w zasadzie odpowiada dzisiejszym trendom wystrojów pokojów i salonów, w naszym przypadku do testów otrzymaliśmy chyba najbardziej neutralny z kolorów - czarny piano. Jakość położonego lakieru jest na najwyższym poziomie, tutaj nie ma niedomówień i zastanawiania się nad jakością wykończenia. Cena 22 tysiące za parę też powoduje, R11 należy zaliczyć do High End'u co oznacza, że w tym przypadku nie ma nawet mowy o jakiś niedociągnięciach. KEF nie bez powodu otrzymał nagrodę EISA 2019-2020 dla najwyższego modelu serii R, możecie więc być spokojni - jakość wykonania stoi na najwyższym poziomie opartym o lata doświadczeń.

Kiedy myślimy o R11 nie bez powodu mamy przed oczami segment High End, a pamiętać trzeba o ważnym "szczególe" - nad serią R jest jeszcze Reference i Blade (o kolumnie głośnikowej Muon świadomie przemilczę). 

Czy to oznacza, że ta sporej wielkości i świetnie wykonana kolumna głośnikowa ma jakieś "braki" i cały ten High End w jej wykonaniu jest naciągany na potrzeby marketingu? Już na samym wstępie zaznaczę wyraźnie - R11 to kolumna głośnikowa o prawdziwym High End'owym rodowodzie i co do tego nie powinno być żadnych zastrzeżeń.

Brzmienie uzyskiwane z tej konstrukcji jest niesamowicie spójne w swoim przekazie, detaliczność oraz różnicowanie dźwięków stoi na najwyższym poziomie. Tutaj w dużym stopniu o końcowej klasie brzmienia zadecyduje też sprzęt towarzyszący. Z wysokiej klasy wzmacniaczami (a najlepiej monoblokami) "jedenastki" rozwiną skrzydła i pokażą swój niesamowity potencjał. Ilość oraz jakość dźwięku prezentowanego z nagrania przywodzi na myśl... serię Reference. Tak jest, R11 są najbliższe brzmieniowo swoim droższym braciom i w przypadku wielu nagrań zbliżają się niebezpiecznie blisko do ideału referencji KEF'a! Miałem okazje używać Reference i to, co mnie zaskoczyło w R11 jest dokładność umieszczania na planie poszczególnych źródeł dźwięków. To nie jest masa muzyki skupiona pomiędzy lewym, a prawym kanałem. Otrzymujemy barwny i niesamowicie żywy ale też naturalny rozkład całości na poszczególne instrumenty. R11 malują nam dosłownie obrazy, rozkładają wręcz na czynniki pierwsze przekaz, różnicując niskie na wielu płaszczyznach, bawiąc się przy tym dynamiką tak swobodnie, jakby chcąc nas z jednej strony przekonać o swoich zdolnościach do panowania nad całym przekazem, z drugiej - dając nam do zrozumienia, że potrafią wgnieść tony powietrza w nas samych i tylko z uprzejmości "wrodzonej" tego po prostu nie zrobią.

Niskie tony i ich różnorodność może być wzorem w tym przedziale cenowym. W swoim życiu miałem już wiele konstrukcji znacznie droższych przy tym ze znacznie większymi przetwornikami niskotonowymi. Jednak nie pamiętam konstrukcji w tej cenie z aż tak dokładnym podawaniem niskich na wielu płaszczyznach. Nie jest to jednak masa bezwzględna z poczuciem ilości, ale różnorodność oparta o jakość tego zakresu z pełną jego kontrolą. Średnica przypomina mniejszą konstrukcję - R7, której nie można zarzucić niczego w temacie czystości czy naturalności. Wokale w tym zakresie są z jednej strony bardzo czytelne i świetnie wkomponowane w całość. Mamy wrażenie, jakby nagle kilka kolumn głośnikowych było odpowiedzialnych  za poszczególne pasma i części nagrania. Nie zapominając przy tym o spójności całości. Niskie tony pomimo swojej fenomenalnej złożoności nie przykrywają średnicy i nie wchodzą na siebie zaburzając przekaz. Taki poziom grania uzyskujemy z naprawdę najwyższej klasy konstrukcji, kolumn przemyślanych od A do Z. I tak też jest w tym przypadku - wielkość oraz złożoność budowy R11 muszą wymuszać na konstruktorach/inżynierach pewne przemyślane kroki mające na celu stworzenie kolumn nie przesadzających swoim przekazem i brzmieniem sprawiającym wrażenie maszyny do niszczenia wszystkie, co stoi na swojej drodze. Dlatego pomimo wielkości i ilości przetworników - R11 grają z niesamowitą finezją, lekkością i co nie mniej ważne - kontrolowaną dynamiką/szybkością w zależności od repertuaru. Evan King z albumem Enchiridion usadził nas w fotelu i ukazał fenomen ogromnej przestrzeni oraz żywiołowości instrumentów. Vangelis w "Abraham's Theme" wywołał poczucie nostalgii, tęsknoty i wywoływał niesamowite emocje w oparciu o prezentowane detale i smaczki. Ennio Morricone i album "Misja" został dosłownie rozebrany na części pierwsze, poukładany na całej szerokości sceny i przekazany w taki sposób, jakbyśmy byli na żywo uczestnikami całego spektaklu.  Głosy chóru brzmiały na najwyższym poziomie, a obój był niesamowicie plastyczny! Podczas słuchania kompozycji mistrza Morricone nie mogłem oderwać się od fotela. Góra w R11 jest spójna z ta znaną z całej tej serii - punktowa, dokładna, bardzo nasycona - ale nie przesadzona czy grająca skrajami. KEF w tym przypadku zna złoty środek i umiar - wszystko ma być odpowiednio doprawione, ale nie przesadzone. Cos na wzór doskonałej Francuskiej kuchni... pomimo faktu, że na głośnikach pisze "Designed and Engineered in UK". Tak, to jeden z tych elementów wyróżniających R11 do wyższych modeli. Produkcja tych głośników odbywa się w Azji, co rzecz jasna nie jest zarzutem ale informacją "gdzie leży różnica w samym brzmieniu i cenie" w stosunku do modeli Reference. R'ki wytwarzane są w ciut innych warunkach, przy użyciu innych narzędzi/materiałów i z mniejszym udziałem samych ludzi. Wyższy modele (Reference) gwarantują brzmienie jeszcze pełniejsze, jeszcze czystsze i do tego bardziej złożone. Ale też ich cena wynika z wielu powodów (np.: ręcznie wykonywane są obudowy) .

Celowo podaję różnicę pomiędzy R11, a serią Reference. Ich brzmienie pomimo pewnych podobieństw, sporego potencjału jakościowego i doskonałego budowania obrazu muzycznego - nie będzie identyczne! R11 zasługują na miano najlepszego wyboru dla tych, którym potrzeby jakości brzmienia nie idą w parze z zasobnością portfela lub potrzebą wyciągania z niego sporej ilości gotówki na serię Reference. W kwocie 22 tysięcy złotych za parę ciężko o równie dobre brzmienie na rynku, a na pewno żadna z dotychczasowych konstrukcji firmy KEF nie zbliżyła się tak mocno do jej referencyjnego brzmienia. Testowane kolumny głośnikowe to prawdziwy High End brzmieniowy, posiadający sporo spólnych cech z wyższymi ale i znacznie droższymi modelami tej marki. Melomani mający świadomość swoich potrzeb i nie ulegający pokusie wkroczenia do prawdziwego świata "rozpusty", sięgając po R11 otrzymają brzmienie na takim poziomie, w którym satysfakcja wynikająca ze słuchania muzyki jest już na najwyższym poziomie. 

Jeśli tylko posiadacie pokój o ciut większej niż normalnie przyjęte 30 m2 wielkości - najwyższy model serii R powinien zagościć w Waszym systemie. Gwarantuję Wam udział w wielu muzycznych spektaklach - barwnych i  do tego niesamowicie prawdziwych.

Jeśli zapewnicie dla tych konstrukcji doborowe towarzystwo w postaci wysokiej klasy wzmacniacza - tym lepiej dla końcowego brzmienia. Być może wielu z Was wreszcie znajdzie "swoje wymarzone brzmienie", czego przykładem jest wielu melomanów posiadających w swoich systemach te konkretnie głośniki podłogowe.

Zdecydowanie polecam za jakość wykonania, brzmienie godne High End'u i w wielu aspektach spójne z referencyjnym brzmieniem firmy KEF.

Specyfikacja techniczna:
- Budowa: 3-drożna bass-reflex
- Przetworniki: 
  Uni-Q 25mm HF, 125mm MF
  4x 165mm głośniki niskotonowe
- Podział zwrotnicy: 400Hz/2,9kHz
- Pasmo przenoszenia: 30Hz - 50kHz (-6dB)
- Zniekształcenia harmoniczne: <0.3% 120Hz-20kHz (90dB, 1m)
- Maksymalne ciśnienie akustyczne: 113dB
- Rekomendowana moc wzmacniacza: 15-300W
- Impedancja nominalna: 8Ohm
- Czułość: 90dB (2.83V/1m)
- Wymiary: 1295.5 x 310.6 x 383.5 mm (łącznie z terminalami i nóżkami)
- Waga: 37.7 kg

Nasze odsłuchy oparliśmy także o następujący materiał muzyczny: