ZIMNA FALA ZNOWU W MODZIE
VARIÉTÉ - VARIÉTÉ
RECENZJA
 

Przygotował: Michał Koch

variete_variete.jpg

Partner artykułu: 

VSReklama.jpg

Zimnofalowa grupa Variété przeżywa obecnie drugą młodość, a to za sprawą albumu „Dziki książę”, który ukazał się w 2021 roku. Wykorzystałem tę okoliczność, by sięgnąć po drugi longplej zespołu, zatytułowany po prostu „Variété”, i przekonać się, czy ekipa Grzegorza Kaźmierczaka od początku miała „to coś”. Zespół, gdy przystąpił do prac nad krążkiem miał już 10 lat. Materiał zarejestrowała więc kapela z doświadczeniem. 

„Variété” wyróżnia się przede wszystkim fantastyczną sekcją rytmiczną. Płytę przesłuchałem z czarnego krążka, więc chociaż z definicji zimnej fali nagrania są dość brudne i jazgotliwe, to brzmienie i tak wydaje się ciepłe, momentami aż krystaliczne. Wszelkie sprytnie ukryte niuanse (sprawdźcie przede wszystkim utwór „Peré Láchaise”, ileż tam się dzieje w tle!) są doskonale słyszalne. Kolorytu nadaje fakt, że zespół nagrał całość podczas sesji na żywo. Ma to niebagatelny wpływ na efekt, gdyż momentami mamy wrażenie, że kapela po prostu jest z nami w jednym pokoju. Mamy tu do czynienia z fantastycznymi muzykami, którzy potrafią bawić się formą. Nieprzypadkowy jest też udział trębacza Andrzeja Przybielskiego, który za pomocą trąbki dodaje jazzowego sznytu.

„Wagi”, „Jak Srebro” oraz „Pieśń Pogranicza” to najbarwniejsze elementy wydawnictwa. Czapki z głów ze względu na kompozycyjne bogactwo, zastosowane patenty i połamaną rytmikę. „Variété” jednak broni się jako całość. Chociaż album trwa dobrze ponad godzinę, to podczas odsłuchu nie spogląda się na zegar. Wystarczy dać się zaczarować zespołowi, który doskonale wie, co robi. Być może początek lat 90. nie był zbyt łaskawy dla tego gatunku muzycznego (chociaż w 1992 roku The Cure wydali „Wish”), gdyż za oceanem zaczynała się moda na grunge, to jednak „Variété” dobrze wpisuje się w tamten okres zwłaszcza w Polsce (tworzyły wtedy zespoły takie jak Made in Poland czy 1984). Warto też wspomnieć o warstwie tekstowej, która reprezentuje odmianę poetycką. Świetnie zgrywa się to z muzyką. 

Przedostatni numer, trwający ponad dziewięć minut kolos „Gdy Przyniosą Cud” dopełnia dzieła. To szalona, połamana kompozycja, w której ważną rolę odgrywa gitara basowa. Muzycy Variété nie boją się przekraczania granic i wyrzucania do kosza utartych schematów. Nic więc dziwnego, że każda wydana przez nich płyta jest prawdziwym wydarzeniem. Polecam, aby krążek sprawdzili nie tylko fani nowej fali. Miłośnicy dobrej muzyki znajdą tu jej ogromne pokłady. Po prostu warto znać „Variété”.

Płytę do recenzji dostarczył sklep VOICESHOP.PL.

STRONA A
1. Błatnaja 
2. Wagi 
3. Zielonookie radio „Romans” 
4. Kurz 

STRONA B
1. Peré Láchaise 
2. Panowie z miast 
3. Klaszcząc w dłonie 
4. Jak srebro 

STRONA C
1. Pieśń pogranicza 
2. 11 30 
3. Ziemia i wiara 


STRONA D
1. Gdy przyniosą cud 
2. Szkic 

20220821_151632.jpg